Większość mojego życia spędziłem
na Roztoczu w pobliżu granicy z Ukrainą w malowniczo położonych nad źródłami
rzeki Kniaziach. Dużą część wolnego czasu
poświęcałem włócząc się po rozległych lasach i bagnach. Podpatrywałem przyrodę,
słuchałem śpiewu ptaków (teraz jestem ornitologiem z zamiłowania). Czas upływał
beztrosko.
Już w najmłodszych latach próbowałem robić gwizdki z kory wierzbowej, dmuchać w łodygi arcydzięgla. Zaczęła się rodzić fascynacja robienia czegoś z niczego. Może zamiłowanie do instrumentów przeszło mi w genach. Obaj bracia mojej prababci robili skrzypce, tato w latach młodzieńczych grał na mandolinie, babcia na bębnie a mama była wokalistką w zespole studenckim - teraz śpiewa w chórze. |