Większość mojego życia spędziłem na Roztoczu w pobliżu granicy z Ukrainą w malowniczo położonych nad źródłami rzeki Kniaziach. Dużą część wolnego czasu poświęcałem włócząc się po rozległych lasach i bagnach. Podpatrywałem przyrodę, słuchałem śpiewu ptaków (teraz jestem ornitologiem z zamiłowania). Czas upływał beztrosko.
    Już w najmłodszych latach próbowałem robić gwizdki z kory wierzbowej, dmuchać w łodygi arcydzięgla. Zaczęła się rodzić fascynacja robienia czegoś z niczego. Może zamiłowanie do instrumentów przeszło mi w genach. Obaj bracia mojej prababci robili skrzypce, tato w latach młodzieńczych grał na mandolinie, babcia na bębnie a mama była wokalistką w zespole studenckim - teraz śpiewa w chórze.
   

   Moją pierwszą piszczałkę zbudowałem jeszcze w podstawówce. Był to flet obustronnie otwarty. Wtedy to na podwórku mojej babci rozbili namioty ludzie, jak się później okazało, członkowie zespołu Orkiestry św. Mikołaja z Lublina. Właśnie oni nauczyli mnie robić flety ukośne z łodyg arcydzięgla. Później były bębny...
    Budową instrumentów bardziej poważnie zająłem się pod koniec szkoły średniej. Zbliżał się wówczas koncert Kwartetu Jorgi w Tomaszowie Lubelskim. Maciej Rychły w swym poszukiwaniu dzikiej, polnej muzyki był zawsze inspiracją do poszerzania tematyki związanej z dźwiękami z przeszłości. Sam koncert oraz krótka rozmowa z Panem Maciejem przed ich występem, sprawiły, że większą uwagę skierowałem na „muzykę korzeni”.
     Przez cały okres studiów (niezwiązanych z muzyką – Elektrotechnika na Politechnice Lubelskiej) w miarę wolnego czasu, doskonaliłem technikę wykonania piszczałek. Obecnie pracuję, wolnego czasu mam już niewiele, jednak w dalszym ciągu staram się  rozwijać w tym kierunku, stąd też pomysł założenia tej strony.



 
strona główna    wprowadzenie    instrumenty    galeria    kontakt